Gry podobne do „Call of Duty”
Drużyna, która się osłania, i wojna pokazana oczami szeregowych żołnierzy. Szukamy strzelanek, które podtrzymują ten filmowy, frontowy rytm.
Pierwsze Call of Duty z 2003 roku pokazało wojnę inaczej niż wiele wcześniejszych strzelanek. Zamiast samotnego bohatera dostaliśmy oddział, który idzie obok, osłania ogniem i pomaga rannym. Kolejne części poszły w stronę współczesnych konfliktów i rozbudowanego trybu sieciowego, dlatego fraza o grach podobnych do Call of Duty oznacza dziś zarówno filmową kampanię, jak i szybkie mecze online.
Zestawienie odpowiada na obie potrzeby. Battlefield 6 i Hell Let Loose skupiają się na wielkich bitwach, Insurgency: Sandstorm na ciasnych, bezlitosnych starciach, a Titanfall 2 na kampanii i dynamicznym ruchu. Pod każdą propozycją piszemy, do której twarzy serii jest jej bliżej, żeby nie zaskoczyła cię skala ani realizm.
Od frontu II wojny do strzelanki sieciowej
Opis wydawcy przypomina, że pierwsze Call of Duty pokazuje wojnę z perspektywy bezimiennych szeregowych żołnierzy armii amerykańskiej, brytyjskiej i radzieckiej. Gra składa się z 24 misji w czterech powiązanych kampaniach, od sabotażu i otwartej walki po akcje na tyłach wroga i starcia jednostek pancernych. Najważniejsza była jednak drużyna: towarzysze broni działali jak część oddziału, a nie tło dla gracza. Infinity Ward postawił na intensywność znaną z filmów wojennych i ten ton przejęła cała seria.
Przed wyborem kolejnej gry warto więc ustalić, co ma zostać zachowane. Jeśli kampania z wyreżyserowanymi scenami, propozycji jest mniej, bo wiele współczesnych strzelanek wojennych żyje głównie trybem sieciowym. Jeśli chodzi o grę z ludźmi, otwiera się wybór między szybką akcją a powolniejszym, taktycznym realizmem. W obu przypadkach pomijamy tytuły, które z wojną mają wspólną jedynie broń palną.
-
Battlefield 6
Wojna totalna z czołgami, odrzutowcami i zniszczeniami
Battlefield 6 to kolejna odsłona drugiej wielkiej serii wojennych strzelanek. Battlefield Studios obiecuje zażarte starcia piechoty, pojedynki lotnicze, wojnę czołgów i niszczenie otoczenia, które daje strategiczną przewagę. Z Call of Duty łączy go współczesna sceneria, mocne wrażenie frontu i tryb jednoosobowy obok sieciowego. Dla wielu graczy te dwie serie od lat stanowią naturalną parę wyboru.
Różnica leży w skali. Mapy są większe, pojazdy grają pierwsze skrzypce, a zwycięstwo zależy od tego, jak drużyna wykorzysta cały arsenał. Pojedyncze starcia bywają mniej natychmiastowe niż w szybkich meczach Call of Duty, a chaos większy. To gra dla osób, które lubią czuć, że są częścią ogromnej bitwy, a nie tylko serią szybkich pojedynków na niewielkiej mapie. Gra zawiera opcjonalne zakupy wirtualnej waluty.
-
Hell Let Loose
Front zachodni w bitwach 50 na 50
Hell Let Loose wraca do II wojny światowej, czyli do epoki, od której zaczęło się Call of Duty. Bitwy toczą się na froncie zachodnim, między innymi pod Carentan, na Omaha Beach i w Foy, a mapy powstały na podstawie prawdziwych zdjęć i danych satelitarnych. W jednym starciu walczą dwie formacje po 50 graczy, którzy wybierają spośród 14 klas, od piechoty po jednostki pancerne.
Tempo i nastrój są zupełnie inne niż w szybkiej strzelance. Linia frontu ciągle się przesuwa, zdobyte sektory dają drużynie zasoby, a o sukcesie decyduje współpraca, logistyka i komunikacja. Pojedynczy gracz jest trybikiem w machinie wojennej, a nie bohaterem. Polecamy go osobom, które w pierwszym Call of Duty cenili poczucie frontowej wspólnoty i chcą je przeżyć z prawdziwymi ludźmi.
-
Insurgency: Sandstorm
Ciasne starcia, w których liczy się każdy pocisk
Insurgency: Sandstorm to hardkorowa, taktyczna strzelanka osadzona we współczesnym konflikcie. Brak celownika na ekranie, minimalistyczny interfejs i realistyczne obrażenia sprawiają, że starcie często trwa chwilę, a błąd kosztuje drogo. Walczy się w zamkniętych przestrzeniach, gdzie kluczowe jest sprawdzanie kątów, oszczędzanie amunicji i współpraca z oddziałem. Z Call of Duty łączy ją współczesna wojna i intensywność wymiany ognia.
To jednak gra wymagająca dużo więcej ostrożności. Skuteczność zależy od komunikacji i wsparcia, na przykład ostrzału kierowanego przez obserwatora, a bieganie na oślep szybko się mści. Do wyboru są mecze PvP w składach 14 na 14 oraz kooperacja przeciw sztucznej inteligencji. Wybierz ją, jeśli chcesz realizmu bez ogromnych map Hell Let Loose i lubisz napięcie bliskich dystansów.
-
Titanfall 2
Kampania pilota i jego tytana
Titanfall 2 ukazał się w 2016 roku, a wydawca nazywa go jedną z najbardziej zaskakujących strzelanek tamtego roku. Respawn Entertainment połączył strzelanie z perspektywy pierwszej osoby z parkourem i walką ogromnymi mechami, tytanami. Z Call of Duty łączy go filmowe prowadzenie akcji, mocne tempo i zwarte misje, w których co chwilę dzieje się coś nowego.
Sceneria jest science fiction, więc o historycznych realiach nie ma mowy. Parkour pilota i walka w tytanie dają rozgrywkę bardziej akrobatyczną niż w kolejnych odsłonach Call of Duty. Gra ma też tryb sieciowy, ale głównym powodem, by po nią sięgnąć, jest kampania dla jednego gracza. To propozycja dla tych, którzy cenili wyreżyserowane misje bardziej niż konkretną epokę.
Co wybrać po Call of Duty?
Dla dużych bitew z pojazdami i zniszczeniami najlepszy będzie Battlefield 6. Hell Let Loose przenosi klimat II wojny światowej do realistycznych starć sieciowych, a Insurgency: Sandstorm daje twardą walkę w małych przestrzeniach. Titanfall 2 wybierz dla kampanii, którą przechodzi się jak zwartą, efektowną przygodę.
Przed kolejnym wyborem
Która gra ma najlepszą kampanię dla jednego gracza?
Spośród propozycji najmocniej na kampanię stawia Titanfall 2. Battlefield 6 również ma tryb jednoosobowy, ale jego główną siłą są bitwy online.
Czy Hell Let Loose jest dla początkujących?
Wymaga cierpliwości. Duże mapy, przesuwająca się linia frontu i nacisk na współpracę 50 graczy w drużynie sprawiają, że gra się wolniej niż w Call of Duty, za to każde zdobyte pole ma większą wagę.